wtorek, 24 marca 2015

grey & black




Czy Wy też odnosicie wrażenie że czas ucieka "jak głupi"?
Dopiero co pakowałam walizkę na podróż do rodziców a już jestem z powrotem w UK.
Najdziwniejsze jest to złudzenie że to co miało miejsce w ubiegłym tygodniu wydarzyło się bardzo bardzo dawno temu...

W niedzielę wraz z Michem i Anią (siostrą Micha) wybraliśmy się na Babi Targ. 
Miałam parę ciuszków i par butów, z którymi chciałam się rozstać. Takie wietrzenie szafy na wiosnę to fajna sprawa, zwłaszcza gdy można przy okazji miło spędzić czas i spotkać parę znajomych osób.
Bardzo się też pilnowałam żeby nie wrócić do domu z kolejnymi ubraniami;) 
Mogę być z siebie dumna bo kupiłam jedynie (może aż;)) jedną bluzeczkę i genialną torbę od Asi z PIK STUFF Design :)
Pokażę Wam ją przy okazji kolejnych postów!

Zmęczona mnogością barw i wzorów w mojej szafie, uciekłam w bezpieczną czerń i szarości.
Nowością są jedynie buty i koszulka z Glamroom.pl a torba z frędzlami stanowi maleńkie szaleństwo w tym zwyklaku ;)

















koszulka glamroom.pl
buty nike, długi kardigan Primark,
torba Primark


Foto  MICHU

środa, 18 marca 2015

boho girl



Kolejny sezon, kolejne trendy...czasem trudno się w tym wszystkim połapać;)
Ja już nawet się nie spinam żeby moja szafa była załadowana wszystkim tym co w danym momencie jest hot i trendy.
Nie twierdzę że nie skuszę się na jakąś fajną nowość ale daleka jestem od tego aby co chwila wymieniać całą garderobę.
Ubrania staram się kupować z rozmysłem, tak aby zestawiać je wielokrotnie w coraz to nowe konfiguracje.
Przyznaję się jedynie do małej słabości względem dodatków;)
Buty, torebki i okulary to moja miłość. Im bardziej zakręcony fason tym lepiej...
W tym całym "bałaganie" chcę zachować swój styl, niezależnie czy wybieram sportowe ciuchy czy coś bardziej eleganckiego...niezmiennie jednak pociągają mnie klimaty boho :)
Rozwiane lużne upięcia włosów, frędzle, sznurowane botki, przenikające się faktury...to coś co kręci mnie co roku i o każdej jego porze;)












sweter, koszula, torebka Primark,
buty Boohoo,
okulary Topshop,
nausznica New Look


Foto  MICHU

Pastelowy blond z Bleach London



Dziś dla odmiany kolejny post z serii kosmetycznych:)
Te z Was, które często odwiedzają mojego bloga wiedzą że lubię zmiany i dość często eksperymentuję z moimi włosami:)
Przyznaję że przynajmniej raz w roku (zwykle na wiosnę) załącza mi się dość obsesyjne pragnienie przeprowadzenia rewolucji na głowie;)
Ta wiosna nie jest wyjątkiem, tylko ja już nie chcę trwałych i trudno odwracalnych zmian. Wyprowadzenie tak jasnego blondu z włosów rudych kosztowało mnie (i moje biedne włosie) sporo wysiłku. Nie wyobrażam więc sobie przefarbowania ich teraz np. na brąz.
Zamiast po farbę postanowiłam sięgnąć po produkt, który pozwoli na małe, tymczasowe szaleństwo.
Produkt zmywalny i nie niszczący włosów.
Postanowiłam przetestować tonery do włosów Bleach London. Spróbowałam raz i przepadłam:);)

Ale od początku...

Pobrane z http://www.bleachworldwide.com/products/supercoolcolours

Jak  widzicie na powyższym próbniku kolorów jest bez liku. Kusi mnie większa część z nich:)
Na moich włosach widzicie miks dwóch odcieni a mianowicie AWKWARD Peach i Rose. Rose zdecydowanie mniej, chciałam wykończyć obie butelki.

Tonery mają konsystencję gęstej odżywki/maski do włosów. Pachną naprawdę przyjemnie, świeżo. Zapach kojarzy mi się troszkę z wodą toaletową dla mężczyzn. Ale aromat z serii lekkich, delikatnych i letnich;)
Aplikacja jest bardzo prosta. Kosmetyk nakładamy na  zwilżone włosy (najlepiej je zmoczyć w całości i osuszyć ręcznikiem) i wmasowujemy w kosmyki.
Do tej całej operacji warto zaopatrzyć się w foliowe rękawiczki, żeby nie straszyć potem kolorowymi łapkami;)
Optymalny czas trzymania tonera na włosach to jakieś 10-15 minut. Ja trzymałam krócej ponieważ chciałam uzyskać delikatniejszy efekt. Blond miał być pastelowy, na mocniejszy kolor jeszcze przyjdzie czas:)
Cały zabieg kończymy spłukaniem kosmetyku z włosów.
Efekt trzyma się według producenta od 2 do 10 myć. Z doświadczenia wiem że to nigdy nie są dwa mycia.





Dwa powyższe odcienie kupiłam w limitowanym zestawie. AWKWARD Peach, Rose i Violet Skies (zużyłam go wieki temu);)
Pojemność każdej buteleczki 50 ml. Na moje długie włosy wystarcza na 2-3 koloryzacje, więc jak na tak małą pojemność całkiem nieźle.
Tangerine Dream o pojemności 150 ml czeka na swoją kolej. Dzięki niemu można zamienić się w ognistego rudzielca:)
Efekt koloryzacji jest uzależniony od wyjściowego koloru Waszych włosów. Im blond jaśniejszy i bardziej biały, tym ładniejszy efekt uzyskacie.


Jeśli kolor bardzo nam się podoba, możemy przedłużyć jego żywotność. Jeśli nie... możemy się go pozbyć podczas jednego mycia.
Bleach jest przygotowany i na taką ewentualność. Dostępne są dwa płyny, które pomogą Wam się rozprawić z niechcianym kolorem lub zachować go na dłużej jeśli go pokochacie.
Ja jeszcze po nie nie sięgałam. Wystarczy mi że kolor znika po około 5-10 myciach. No dobra po 10...Odcień wymywa się równomiernie, blednie aby w końcu zniknąć;)

Gdzie kupiłam? W drogerii Boots. Szukałam na allegro żeby Wam podlinkować ale nie znalazłam :(
Jeśli uda mi się znaleźć to zamieszczę info.
Przyznam że największą wadą tego kosmetyku jest jego mała dostępność. Na 3 drogerie w moim miasteczku można go kupić tylko w jednej.
W Polsce widziałam że dostępny jest toner Loreal Feria Colour sądzę że daje podobne efekty. Nie wiem jednak jak z jego wydajnością i trwałością bo nie miałam okazji przetestować.
Kilka tego typu kosmetyków znalazłam też TU



Ostatnio skusiłam się na drugi zestaw. Wygrzebałam go z dolnej półki, znalazłam ostatnie dwa więc miałam szczęście;)
Jestem totalnie zakochana w odcieniu Sea Punk i Washed up Mermaid. Może zafarbuję same końcówki?;)

Mam nadzieję że zaciekawiłam Was tym wpisem. Ostatnio polubiłam testowanie, zatem spodziewajcie się sporej dawki wpisów tego typu.
W kolejce czekają już krem o naturalnym składzie, roll on pod oczy oraz magiczny specyfik do prasowania zmarszczek;)
Będziecie miały ochotę poczytać??:)

Buziaki***